Nie mogłam sobie podarować, w końcu jest Wigilia, a najnowsze dzieło Zemeckisa zdecydowanie zasługuje na znalezienie się na filmożercach.Widziałam bardzo dużo ekranizacji powieści Dickensa, niektóre były dobre, niektóre średnie, a niektóre do tego stopnia przekombinowane, że nie dało się oglądać, szczególnie uwspółcześnione wersje. Po to powieść oddaje klimat XIXw., żeby się klimatu trzymać. Aha, i tylko jedna z ekranizacji zasłużyła na miano genialnej. Zemeckinsowska właśnie.
Treści nie muszę chyba przedstawiać- Opowieść Wigilijna jest już swojego rodzaju "szlagierem" filmowym i literackim. Zachwycę się natomiast wiernością oryginału z ekranizacją. Nie przekręcano faktów, nie dodawano od siebie treści, większość dialogów żywcem przepisano z książki. Nawet Marley miał te swoje ciężary i łańcuchy.
No i sam film to czysta magia podfaszerowana starymi, disneyowskimi klimatami. Iskierki, dzwoneczki, śnieg, kolędy, lampki, łańcuchy- czyli wszystko to, co się kojarzy ze świętami, a drugiej strony niezwykłe podróże powietrzne, i postacie duchów- cudowne, wierne powieści, magiczne i momentami nawet przerysowane. Jak i najważniejsza postać.
Scroodge. Szczerze? Był doskonały. To jego skąpstwo przenikało aż do szpiku, mimika była wystarczająco wymowna, żeby na pierwszy rzut oka stwierdzić, że nie znosi on świąt. Wzorowano się na twarzy Jima Carrey'a (u wszystkich bohaterów twarze są wzorowane na dubbingujących aktorach i to świetna zabawa- wyszukiwanie podobieństwa), i to naprawdę widać- układ ust, zębów, oczy... Nawet, gdy jest zgrzybiałym starcem. Jeśli chodzi o oryginalny dubbing- Jim dał z siebie wszystko. Ładnie udaje stary, brytyjsko-przemieszany akcent, ale faktycznie- tylko aktor komediowy mógłby tego dokonać, a komedia jest domeną Jima.
Marley za to straszy naprawdę. Serio, jest przerażający momentami. Jest zielony, stary, i początkowo nie patrzy Scroodge'owi w oczy. Bo w oryginale miał przerażać, i tutaj Zemeckis wziął to sobie do serca- ogromny szacunek i uznanie.
Muzyka jest dwojaka- z jednej strony świąteczna (Bocelli!), z drugiej motywy akcji w tle. Łupie tam, gdzie ma łupać, dźwięczy, gdzie ma dźwięczeć.
O ile np. w "Krwawych walentynkach" efekty 3D były... hm, średnie, o tyle tutaj zrobiły ogromne wrażenie. 3D chyba nie nadaje się do filmów fabularnych, ale jeśli chodzi o grafikę komputerową... Jest do niej stworzone. Tego filmu się nie ogląda, w tym filmie się jest.
Lepszej "Opowieści wigilijnej" nie zrobili i wątpię, czy da się ją pobić.
Przy okazji myślę, że podobną klasę kina 3D pokaże dopiero Alicja Burtona. Czekam niecierpliwie;>
I trailer:

4 komentarze:
Przeczytalem, i mam pytanie. Czy film bez 3d da sie zobaczyc? Mam na mysli np. w domu.
Da, ale niestety już bez efektu 3D, na zasadzie jak toy story ;>
W sumie 3D było średnie, śnieg był niesamowity ale niektóre momenty kiepskie. Albo to tylko moje oczy (;
Co do filmu - bardzo dobry, spodziewałem się większej szmiry. Szkoda tylko ,że widziałem ten z polskim dubem. Wolałbym Carrey'a...
Gdzies czytalem, ze wada wzroku utrudnia odbior 3D. A przy minusowej wadzie, od pewnego momentu w ogóle taki odbiór jest nierealny.
Prześlij komentarz