Pewnie zedrzecie ze mnie psy. Blog o horrorach zamienił się w ... To co widzicie. Nie, nie sprzedałem się. Nigdy na filmożercach nie zarobiłem nawet grosza. Po prostu miałem ochotę na jakiś łagodny film a i 16 letnie ciała które jak sądziłem będą się przewijać dodatkowo mnie zachęciły. Co wyszło? Czytajcie.
Hannah Montana to klasyczny Disney. Wszystko jest ładne, kolorowe, ludzie są bogaci i radośni. Fabuła przedstawia się tak: Miley jest zwykłą nastolatką, czasami zakłada perukę i staje się gwiazdą pop. Robi to, by jej zwykłe życie pozostało tajemnicą i fani oraz paparazzi nie włazili jej w drogę. Teraz Miley zostaje zmuszona do udania się na urodziny babci na farmę w teksasie. Poznaje tam wartość ciężkiej pracy, miłości i tych innych pierdół które wciska nam wytwórnia nieżyjącego już ponad 50lat Walta.
Film oglądałem w oryginalnej wersji językowej. Od serialu rożni się brakiem śmiechów z taśmy i mniejszym naciskiem na komedię. Owszem, znajdują się tu sceny potknięć czy obsmarowania tortem, ale daje słowo że w tej chwili przypominam sobie 2 na ponad 100minutowy film, więc nie jest tak źle.
Aktorzy to o dziwota nie same dzieci. Mamy pokaźny zestaw dorosłych, niestety beztwarzowych i beznazwiskowych, a przynajmniej nie sądzę, byście mogli ich znać. Podobno nie zabrakło nikogo znaczącego z serialu, ale nie umiem tego potwierdzić. Gra aktorska jest lekko kanciasto-sztuczna, ale czego spodziewać się po lekko teatralnej konwencji którą zaczerpnięto z serialu. Ogólnie nie widać jakichś bardzo rażących błędów aktorskich ale są ruchy czy sekwencje które nie zostały spieprzone przez aktorów ale na pewno przez głupich scenarzystów które je wymyślili.Teraz bardziej o dzieciach. Chłopcy to w większości przystojni młodzi rock'owcy. Dziewczyny natomiast są chude i brzydkie.. Już nie wspomnę o wyjątkowo irytującej mnie twarzy Miley Cyrus z tą swoją końską szczęką. Serio, ciężko się patrzy jak szczerzy zęby jak u rasowej klaczy. Jej ochrypły głos też nie jest łatwy do przełknięcia...
Na szczęście nie przeszkadza to w ogóle w warstwie muzycznej. Film ten jest właściwie musicalem i jest w nim pełno piosenek. Są one wbite w film taktownie, np. w formie koncertu, czy testowania nowo napisanej piosenki. Nie ma bezsensownych śpiewów do księżyca gdy człowiek łapie się za twarz nie wiedząc po co to w ogóle jest musicalem. Jest pod tym względem nieźle. Sama muzyka oprócz popu jest także mieszanką country i trochę hip-hopu. Słucha się tego bardzo przyjemnie. Niestety sam soundtrack w który zaopatrzyłem po seansie nie daje rady. To jedna z niewielu ścieżek dźwiękowych, które wypadają blado bez samego już filmu.
Sam film tak ogólnie w całości trzyma się kupy. Trwa ponad 100 minut, a nie dajmy 1h,23minuty co dla mnie jest informacją o badziewności scenariusza (chociaż nie zawsze). Niestety jest kilka rzeczy (np. wątek reportera chcącego obsesyjnie odkryć kim jest Hannah) które są źle poprowadzone, często w oczywistych miejscach wręcz pomijane. Ale sądzę, że z młodszą siostrą, tudzież z niezbyt wymagającą dziewczyną (jeśli nas nie wyśmieje) można na spokojnie to obejrzeć i dyskretnie wrzucić na swoje mp3 kilka kawałków Panny Miley Cyrus. (a na końcu recenzji jej zobaczycie wyzywające fotki, aby zdecydować czy warto oglądać film, a co. Cycków jeszcze nie było w tej recenzji).
Trailer:
Zdjęcia obiecane troszkę wcześniej:
Cycek.
Dzióbek.
Pudelek 1
Pudelek 2
Pudelek 3
Pudelek 4
Dobra, nie są ostre, ale co myśleliście? To nie Paris Hilton ;>
Jeśli ktoś jest zainteresowany, to musi wiedzieć że na fejsbuku prowadzę stronę o horrorach. Wiecie, śmieszne newsy i te inne gówna o najciekawszym gatunku filmowym. Wchodzić i polubywać! TUTAJ!
Hannah Montana The Movie
Autor:
inny niż wszyscy
on niedziela, 24 stycznia 2010
Etykiety:
Dla dzieci,
Komedia,
Muzyczny

0 komentarze:
Prześlij komentarz