Jeśli ktoś jest zainteresowany, to musi wiedzieć że na fejsbuku prowadzę stronę o horrorach. Wiecie, śmieszne newsy i te inne gówna o najciekawszym gatunku filmowym. Wchodzić i polubywać! TUTAJ!

Nine (Dziewięć)

Będzie brutalnie, ale uczciwie. 9 rozczarowuje i zachwyca jednocześnie. Jeśli naoglądałeś się Mamma Mia lub świetnego Chicago mam złą wiadomość: to nie jest film dla Ciebie. 9 to praktycznie Opera.

Guido to wielki reżyser. Tak wielki, że stracił zupełnie wene. Kiedy zdjęcia do filmu ruszają za 10 dni, on nie ma nawet zaczętego scenariusza. Oszukując wszystkich, że wszystko będzie dobrze - ucieka od świata, a towarzyszyć będzie mu tytułowa 9 piękności oraz rozmyślenia nad swoim życiem, miłością i przeznaczeniem.

Brzmi nędznie? Miejscami takie jest. Mimo że fabuła jest znośna i w niektórych momentach widz robi się "ciekawy" dialogów, ogólnie wieje podłą nudą.Wszystko jest nadmiernie patetyczne, powolne i osnute papierosowym dymem. Postacie długo i namiętnie patrzą w próżnie by po 30s nic nie robienia strzepać papierosa i ... chyba pójść do kasy, bo za dużo tu się nie nagrały.

Aktorzy to właściwie śmietanka w tej mętnej kawie. Nieco zapomniany Daniel Day-Levis wypada ckliwie, ale i mętnie. Co prawda w "życiowych" scenach współczujemy mu, za to w tych zabawowych jest zupełnie do włożenia sobie między uda. Sądzę, że Robert Downey Jr. zagrałby to lepiej. Męczy też strasznie włoski akcent. Nie mam pojęcia czemu we włoszech wszyscy mówią po angielsku i do tego udają "italiano-akcento". Kobiety czyli "Nine" to zabawna rzecz. Może jestem głupi ale naliczyłem ich siedem, a nie dziewięć. Kunsz wszystkich pań jest bardzo wysoki, lecz dosyć wymieszany. Weźmy taką Penelope Cruz - na jej wijące ciało można patrzeć w nieskończoność. Jej zwierzęcy magnetyzm i powiedzmy szczerze ogromny aktorski talent nie odzwierciedla się w śpiewaniu. Wypadła nędznie. Za to taka Fergie która ze śpiewania żyje wykonała kawał dobrej roboty, za to aktorsko powinna pozostać przy teledyskach. Nie chce mi się wszystkich pań wymieniać, bo powiem szczerze, że np. mi nazwiska niewiele mówią, także popatrzmy na nie:


Jak już wspomniałem "9" to opera. Najdokładniej rzecz ujmując zbiór Włoskich Arii. Piosenki (chociaż nie wszystkie) są powolne, tubalne i smętne. Nie jest tu wybitnie żywo i owszem, na wijące się kobiety patrzyłem chętnie, za to gdybym chciał słuchać Arii Operowych poszedłbym do Opery. Do tego co mnie szczególnie uraziło - piosenki wbite są bez pomysłu i na siłe. Generalnie nie wynikają z niczego - są poza filmem. Niektóre sceny owszem - ładnie połączone są z historią, ale wszystkie arie są wyobrażeniem głównej postaci a nie czymś co się faktycznie dzieje. To tylko jego wizje i fantazje - dla mnie to za mało.

Z drugiej strony, jeśli nastawiamy się faktycznie na dramat-muzyczny i nie liczymy na dużo szczęścia wylewającego się z ekranu ani na wpadające w ucho teksty - film nas oczaruje. Jest jak Vicki-Christina-Barcelona tylko że śpiewają. Śmietanka aktorka, ładne widoki, nieśpieszne tempo akcji. Tylko kto w XXI wieku chce oglądać Opere i do tego w kinie?

Praca kamery zachwyca. Wszystko jest sprawnie. Gdy ma być ostro - jest ostro. Gdy ma się rozmyć - nic nie widzimy. Do tego niektóre sztuczki typu "wizja - rzeczywistość" są niezłe i zadziwiają wykonaniem - ale to polecam sam zobaczyć.

Film dla wielbicieli powolnej akcji. Najlepiej wspominam zwiastun Iron-Mana 2 przed seansem. Naprawde.

Trailer (mylący, ten film aż tak fajny i szybki nie jest - odejmijcie muzykę i teledyskowe wstawki z Kate Hudson i popatrzcie na resztę).

1 komentarze:

mo pisze...

Recenzja rozwiała moje nadzieje :)