Dlaczego w realnym świecie nie ma superbohaterów? Ale serio, czemu nikt nie przebierze się w kostium i nie pójdzie walczyć ze złem? Takie pytanie zadał sobie Dave. Ponieważ nikt nie znał odpowiedzi, zamówił kostium na Ebay'u i wyszedł na ulicę kopać tyłki. Bez super mocy, bez chęci zemsty, bez przygotowania. Za to narażając się narkotykowej mafii.
Do kina szedłem z nastawieniem na kolorową komedię, gdzie dzielny koleś pokonuje przeszkody i na końcu odkrywa, że nie trzeba być napromieniowanym by nieść dobro.
Jakież było moje zdziwienie, gdy z minuty na minutę Kick-Ass stał się brutalnym i bezkompromisowym kinem akcji, gdzie happy end nie jest tak do końca jasny. Oczywiście jest kolorowo, w końcu to ekranizacja komiksu. Ale ilość obciętych kończyn, spalonych ciał, czy maltretowania niewinnych zaskoczyła nawet mnie. Strzał w głowę niewinnego przechodnia? Ucięcie palca? Spalenie żywcem? Mnie przeszły ciarki.
Obsada jest niezwykle urocza. Mamy Nicolasa Cage'a w roli stetryczałego tatuśka z wąsem, który szkoli swoją 11-letnią córkę na zabójcę i mściciela. Wygląda jak połączenie pedofila i nieudacznika, jednak ma tajny pokój na szyfr z mnóstwem giwer i rozwala łby bez mrugnięcia okiem. Mamy wspomnianą dziewczynkę, która rozwala łby dwu metrowym drabom "z rozpędu" czy właśnie Kick-Assa któremu wcale nie wychodzi bycie superbohaterem. W tle jest jeszcze mafia z charyzmatycznym złym szefem i jest komu trzepać skórę.
Efekty specjalne są trochę naciągane, ale za to w tle pojawiają się nie tylko komiksowe dymki, ale i całe rozdziały komiksów w dość fajnym 3D. Jest ładnie.
Muzyka jest jak zwykle symfoniczna, ale miejscami też waleczna. Jak to w filmie który pokazuje ładne widoki ulic i majestatyczne stanie na dachu (plakat) jak i takim w którym szkolimy swoje kung-fu.'
W krótkim zdaniu: komedia o traceniu dziewictwa z walkami i serio przemocą. Tutaj nie jest lekko, jest realistycznie. Oglądałem z rozdziawioną mordą.


0 komentarze:
Prześlij komentarz